Nowości wydawnictwa Galakta:
Saltfjord, Transgalactica, Małe Epickie Dinozaury oraz dodatek do Ślimaków – Muszle w Ogniu

Ekipa GE3K Events w składzie
Kasia, Bartek, Dawid i Mateusz

10/01/2026

2025 przeszedł do historii, witamy rok 2026, ale wydawnictwo Galakta zakończyło poprzedni rok z takim przytupem, wydając tak dużo różnych gier, że nasz cykl o nowościach musi mocno nadrobić temat, zwłaszcza że w grudniu odpoczywaliśmy 😉

Co mamy dla was tym razem?

Kasia opowie o Saltfjord,
Bartek zabierze was w kosmiczną podróż – Transgalactica
Dawid przedstawi Małe Epickie Dinozaury,
a Mateusz pokaże dodatek do Ślimaków – Muszle w Ogniu!

Zapraszamy do lektury naszego pierwszego artykułu w tym roku i oczywiście wszystkim naszym czytelnikom życzymy wspaniałego 2025 roku!

Saltfjord
Saltfjord
Saltfjord
Saltfjord
Saltfjord

Saltfjord

Saltfjord to reimplementacja gry sprzed ośmiu lat (Santa Maria). Autorzy zmienili temat, poprawili szatę graficzną (całe szczęście) oraz dodali kilka nowych mechanik. W nowej odsłonie — grze Saltfjord przenosimy się do schyłku XIX wieku, na zimne wybrzeża Norwegii. Każdy z graczy będzie miał okazję rozbudować swoją wioskę rybacką o budynki, pozwalające na pozyskanie niezbędnych surowców oraz wykonanie podstawowych akcji.

Pudełko gry Saltfjord jest bogato wypełnione. W środku znajdziecie wiele elementów, w tym wiele kafelków budynków oraz kontraktów do spełnienia. Do tego oczywiście komponenty graczy, kilka płytek punktacji oraz elementy do wariantu zaawansowanego gry. Plansze magazynów są dwuwarstwowe, co ułatwia zarządzanie zasobami. Elementy gracza są z ładnymi nadrukami i dobrze odróżnialnymi kolorami. Plansza ładnie ilustrowana, nadająca klimat Skandynawii. Ikony bardzo czytelne i zrozumiałe po jednym przeczytaniu aneksu. Do gry dołączono wiele woreczków strunowych, co ułatwia segregowanie elementów, ale jest lekkim koszmarem przy rozkładaniu gry. Trzeba na planszy umieścić wiele rzeczy, więc przygotujcie się na dwudziestominutowy setup.

Zasady gry Saltfjord są dość logiczne i łatwe do przyswojenie. Na początku rundy rzucamy kostkami. Każdy z graczy w swojej turze może wziąć dostępną kostkę i odpalić wszystkie budynki, które znajdują się w rzędzie lub kolumnie odpowiadającym liczbie oczek na kostkach, lub wybudować budynek o wielkości trzech pól, by w przyszłości uzyskać więcej akcji, przy wykorzystaniu pojedynczej kostki lub spasować. Żółte budynki na planszy zapewniają zasoby potrzebne do budowy kafelków, przemieszczania się na torach technologii, czy spełniania kontraktów. Czerwone budynki to różnego rodzaju akcje, które przyczyniają się do zdobywania punktów zwycięstwa.

Saltfjord
Saltfjord
Saltfjord
Saltfjord

Saltfjord – wrażenia

Saltfjord wykorzystuje mechanikę dice placement. Gracze wybierają kości z puli, a następnie odpalają wszystkie akcje na budynkach w jednej kolumnie lub rzędzie. Niby mechanika znana od lat, ale dobrze zaimplementowana. Rozbudowywanie własnej planszy i ulepszanie dzięki temu akcji z jednej kości jest bardzo satysfakcjonujące. Jeśli jeszcze dodać do tego inne elementy na planszy, jak tory punktacji czy rzekę, to tworzy spójną grę z możliwością rozwoju w wielu kierunkach. Dzięki temu za każdym razem można próbować innych strategii. Jednego razu można próbować szczęścia na kafelkach połowy, innego skupić się wyłącznie na kontraktach, a kolejnego „wymaksować” tory technologii.

Setup Saltfjorda, choć całkiem długi to ma zalety. Za każdym razem rozłożenie jest lekko zróżnicowane. Na planszy znajdziemy losowo rozstawione żetony kontraktów, połowu oraz budynki, a także na szczycie torów technologii położymy różne żetony punktacji oraz każdy z graczy otrzyma zróżnicowane kafelki zdolności. Choć wielka szkoda, że wspomnianych kafelków zdolności jest zaledwie 8, bo w każdej rozgrywce zobaczymy je wszystkie. Podobnie z torami technologii, tylko kafel punktacji jest wymienny, a droga do nich w każdej rozgrywce będzie taka sama.

Saltfjord oferuje wariant zaawansowany, wprowadzający do gry wozy, które dodają jeszcze więcej kombinowania i kolejną szansę na zdobywanie większej liczby punktów. Ciesze się, że autorzy wpadli na ten pomysł, bo ten wariant jeszcze podnosi poprzeczkę i daje graczom kolejne wyzwanie. Dzięki temu też gra się nam tak szybko nie znudzi.

Saltfjord to dobra gra, w której połączono kilka dobrze znanych mechanik z dice placement na czele. Wszystko działa i prócz małej różnorodności kafelków zdolności oraz czasochłonnego setup-u, nie mam się do czego przyczepić. Choć mimo swej porządności, gra nie wyróżnia się niczym ponad przeciętnym. Jest bardzo dobrze działającym euro, jakich w tych czasach dużo.

Plusy
Wiele dobrze znanych mechanik, połączonych w spójną całość.
Lekko różnicowany setup przy każdej partii.
Dostępny wariant zaawansowany.
Przystępny czas rozgrywki.
Minusy
Czasochłonne rozkładanie i składanie gry.
Małe zróżnicowanie płytek zdolności (jest ich tylko osiem i w każdej partii widzimy wszystkie)


Transgalactica

Jestem wielkim fanem gier Daniele Tasciniego i z niecierpliwością wyczekiwałem Transgalactica. Co prawda seria „gier na T” kojarzy się raczej ze starożytnimi kulturami, a tu mamy przeskok w kosmos, ale niech będzie – motyw „dawno temu w odległej galaktyce” już raz zadziałał.

Kolejne wątpliwości nachodziły mnie wraz z pierwszymi recenzjami wydania międzynarodowego. Oj, nie było dobrze. Mimo wszystko byłem dobrej myśli. Miałem nadzieję, że przed polską edycją uda się naprawić błędy z pierwszego wydania. Jest lepiej, ale… no właśnie.

Zacznijmy od tego, czym jest Transgalactica. To gra, której podstawową mechaniką jest umieszczanie pracowników. Każdy gracz ma do dyspozycji robotników dużych (kapitanów) i małych (członków załogi). Do wyboru jest 8 głównych akcji. Jeśli gracz zdecyduje się umieścić kapitana na jednej z nich, wykonuje tę akcję, a następnie każdy z pozostałych graczy może „podążyć” za akcją główną jednym ze swoich robotników. Wykonują oni wtedy tę samą czynność w słabszym wariancie lub ponosząc nieco wyższy koszt. Wspomniane akcje pozwalają nam na eksplorację kosmosu, stawianie posterunków, eksploatację planet czy awansowanie na torach.

Gra wydana jest całkiem ładnie. Styl graficzny to kwestia gustu, ale mi ta komiksowa kreska się podoba. Meeple i zasoby oklejone naklejkami prezentują się estetycznie, pod warunkiem że najpierw poświęcimy dwie godziny na ich wyklejanie.


Transgalactica – wrażenia

Czytając opinie innych o Transgalactice, nie chciałem w nie wierzyć. Oglądając wideoinstrukcję, nadal miałem nadzieję że inni przesadzają. Czytając zasady gry, nie dowierzałem, że to może nie zadziałać – na papierze wszystko wyglądało co najmniej obiecująco. Ciekawa mechanika worker placementu, możliwość podążania za akcjami innych graczy, kosmiczny klimat i solidnie wyglądające komponenty. A potem w tę grę zagrałem i czar prysł bardzo szybko.

Nie będę wymieniał bolączek wydawniczych, z jakimi mierzy się ten tytuł, ale to, co mnie najbardziej odepchnęło od tej grze, to chaos! Chaos na planszy naćkanej ikonami i meeplami. Chaos dotyczący tego, czyja jest teraz tura, bo brakuje systemu śledzenia, kto jest aktywnym graczem, a kto jedynie podąża. Chaos w umiejętnościach, które wydają się zupełnie niezbalansowane. Chaos wymuszający ciągłe zaglądanie do instrukcji i na forum BGG, żeby sprawdzić zasady.

Do tego dochodzi chaos w balansie. Umiejętności frakcji sprawiają wrażenie, jakby powstały w dwóch różnych grach — jedne są absurdalnie silne, inne kompletnie nijakie. W połączeniu z dość długim czasem rozgrywki , zamiast satysfakcji pojawia się znużenie. Robisz ciągle to samo.  Ja naprawdę chciałem, żeby ta gra była dobra. Z tego chaosu niestety nie zrodzi się nic fantastycznego, a jedynie frustracja i smutek z powodu zmarnowanego potencjału.

Plusy
Pudełko całkiem ładnie wygląda na półce
Jakość komponentów
Możliwość gry do 5 osób
Minusy
Niespójna ikonografika
Niezbalansowane umiejętności
Powtarzalność, nuda, gra się dłuży
Czasochłonne naklejanie mepli


Małe Epickie Dinozaury

Kolejna gra z serii Małych Epickich tym razem padło na dinozaury. Czyli niezwykle popularnej serii, które charakteryzują się całkiem rozwiniętą rozgrywką zamknięta w małym pudełku. Choć niekoniecznie zajmujące mało miejsca na stole. Tym razem wcielamy się w ranczerów, którzy będą prowadzić hodowlę prehistorycznych gadów.

W Małych Epickich Dinozaurach gracze będą pozyskiwać dinozaury i pożywienie dla nich, zabudowywać tereny, prowadzić badania oraz realizować zlecenia/kontrakty. Wszystko to ubrane jest w jedną z najpopularniejszych mechanik czyli worker placement. Zagrywamy swoich robotników na dostępne pola akcji. I tu jest ukryty pewien twist mechaniczny, gdyż z zajętych pól nadal możemy korzystać, pod warunkiem zagrania robotników o większej sile. Cała gra skupia się wokół wykonywania zleceń na dostarczanie dinozaurów, które generują około 80% punktów, dodatkowe punkty możemy zdobyć dzięki kartom badań lub za dinozaury, które nam pozostaną na koniec gry. 

W trakcie gry będziemy przechodzić przez różne fazy, w których poza wystawianiem robotników, będziemy ogradzać dinozaury, karmić je a następnie rozmnażać i uzyskiwać pożywienie z niezajętych pól na naszej planszetce. Wydawać by się mogło, że najbardziej losowym elementem są rzuty kością przy akcji pozyskiwania dinozaurów z wolnego wybiegu, a jednak raczej większa losowością charakteryzują się dociąg kart zleceń.

20251229_193943
20251229_193718
20251229_194007

Małe Epickie Dinozaury– wrażenia

Małe Epickie Dinozaury wpisują się idealnie w założenia tej całej serii, czyli całkiem spora gra zamknięta w małym pudełku, których da się dużo zmieścić na przysłowiowym meblu ze sieci sklepów z żółtym logiem.

Po rozegraniu kilku gier mogę powiedzieć, że dostajemy całkiem dobry tytuł, który ma swoje zalety jak i wady, co ciekawe teoretycznie najbardziej losowa akcja nie ma mocno istotnego wpływu, a efekt przez nią powodowany nie jest szczególnie uciążliwy.

Ogólnie mam mieszane uczucia co do tego tytułu, trochę ze względu na jednostronność rozgrywki, która w całości jest podporządkowana pod realizację zleceń co przy nowego typu grach euro jest już niespotykane, i trochę psuje radość z rozgrywki. Niedopracowany jest dla mnie element zleceń prywatnych, których realizacja wymaga wedle mnie niewspółmiernego wysiłku w stosunku do korzyści.

Do pozytywów należy zaliczyć nieskomplikowane zasady oraz szybki czas rozgrywki, zamknięte w małych rozmiarach, oraz naprawdę fajnie wykonane meeple dinozaurów w mini rozmiarach.

Plusy
Proste zasady.
Szybka rozgrywka.
Kompaktowe pudełko.
Dobre wykonanie.
Minusy
Mocno jednostronna rozgrywka.
Niedopracowany element zleceń prywatnych.


Ślimaki

Ślimaki: Muszle w ogniu

Ślimaki to bezapelacyjnie hit tamtego roku, chociaż swoją premierę miały już w 2024 to szybko znikały z półek i już po kilku miesiącach pojawił się ich dodruk. Gra okazała się sporym sukcesem, zwłaszcza że jest ona polskiego autora. Nic więc dziwnego że Galakta ogłosiła dodatek, który mogliśmy ogrywać jeszcze w 2025.

Muszle w Ogniu to rozszerzenie, które wprowadza do gry nowe frakcje, asortyment broni, a także kilka małych modyfikacji, które wprowadzają więcej strategii do rozgrywki. Nie będę ukrywał że mi podobają się te zmiany i trochę „naprawiają” to co nie pasowało mi w podstawce. Ale o tym za chwilę.

Czym są Ślimaki? Właściwie można powiedzieć że to takie Wormsy na planszy bez licencji. Chyba każdy z nas grał kiedyś na komputerze czy konsoli w Wormsy. Jeśli nie, to proszę jak najszybciej nadrobić tą kultową serię! Sterujemy własnym oddziałem, używamy przeróżnych broni do eliminacji przeciwników, cel jest jeden – zostać ostatnimi żywymi na planszy na koniec gry. Negatywna interakcja? Oczywiście, tylko taka 😉


Ślimaki

Ślimaki: Muszle w ogniu – wrażenia

Żeby móc wyjaśnić moje wrażenia i tak jak wspomniałem, to co dodatek naprawia, przyjrzyjmy się modułom i nowym elementom, które mamy dostępne w tym rozszerzeniu.

  • dodatkowe kafelki terenów – więcej wariantów ułożenia planszy, więcej skażenia wody, dodatkowe leczenie, przesunięcie ślimaków i wymuszenie opuszczenia muszli (zabunkrowanie się na szczycie już nie jest takie proste)
  • nowe karty akcji i  frakcje – większa różnorodność,  a to zawsze jest fajne, ale też więcej możliwości przesunięcia ślimaków i niszczenia planszy, a przecież w Wormsach na koniec gry nie ma co zbierać, bo wszystko jest rozwalone!
  • moduł specjaliści – teraz nasze pozostałe mięczaki również mają zdolności, nie jest już tylko tak że Kapitan coś robi, a reszta to statyści bez umiejętności – jeszcze więcej strategii!
  • wiatr – tego brakowało, jeśli patrzymy na ten tytuł jako Wormsy na planszy! Teraz może nam zwiać pocisk i zrobić dodatkowe zniszczenia ślimakom na kafelku obok! Trzeba uważać gdzie są nasi i siać jak najwięcej zniszczeń

Edycja podstawowa Ślimaków jest oczywiście dynamiczna, ale miałem wrażenie że nie oddaje w pełni ducha Wormsów, na koniec gry większość planszy jest nie ruszona, można się bunkrować w skorupach i na szczycie gór, a woda, jej skażenie i wpływ na grę jest niewielki (w grze cyfrowej robaki od razu szły na dno). Już nie wspomnę o tym że frakcja Piratów wydawała się wtedy bardzo mocna. 

Sięgając po Muszle w Ogniu wiem, że na planszy będzie ogień! Dosłownie i w przenośni, mamy tu więcej niszczenia, więcej strategii, większą róznorodność, ale oczywiście gra nie jest pozbawiona losowość i wciąż liczy się rozmowa z innymi graczami. Bawię się więc jeszcze lepiej niż przy podstawce, warto sięgnąć po tej dodatek!

Plusy
Dodatkowe frakcje, kafle i karty – większa różnorodność rozgrywki
Moduły wpływające pozytywnie na aspekt strategiczny gry – specjaliści oraz wiatr
Jeszcze lepsze przeniesienie gry Worms na planszę
„Naprawia” niedociągnięcia podstawki
Minusy
Wciąż gra tylko na 4 osoby
Czemu brakowało tych modułów w podstawce? 😉
Siłą rzeczy dodatek spowodował wyższy próg wejścia w Ślimaki, dla nowych wciąż najpierw podstawka

Podsumowanie

Tak oto dojechaliśmy do końca 9 już odsłony artykułu o nowościach wydawniczych od Galakty.  Mamy tu ciekawe zróżnicowanie gier,  niektóre dobre, niektóre mniej, ale na pewno warto sprawdzić je samemu na naszych cyklicznych spotkaniach z planszówkami! A już niedługo okrągły 10 wpis o kolejnych tytułach tego wydawnictwa. Koniec 2025 był bogaty w premiery, a my je dla was nadrabiamy!


galakta logo


aleplanszowki.pl

Dziękujemy Wydawnictwu Galakta za możliwość sprawdzenia, zaprezentowania i zrecenzowania gier!

Podobne wpisy GE3Ka

Sabotażysta: Edycja rozszerzona to kultowa gra karciana o blefie, ukrytych rolach i poszukiwaniu złota, zamknięta w jednym, kompletnym wydaniu. Oto nowe wydanie!

Trzynastego dnia miesiąca prezentujemy wam trzynastą odsłonę cyklu o grach kaczek! Całe szczeście, że nie w piątek! Oto Zamek Kombo, Nowy Świt oraz Nokturn