Recenzja:
Galactic Cruise – wycieczka w gwiazdy

Kryspin Kras

30/09/2025

Nie no, dajmy spokój z jakimiś wstępami i budowaniem hajpu. Galactic Cruise hype wygenerowało już dawno, szturmem podbijając wpierw zagraniczne, a później polskie stoły, więc powiedzmy sobie wprost i od razu: jestem zachwycony Galactic Cruise. Fenomenalnie wydana, świetna mechanicznie, dobrze działa w każdym układzie graczy, no czego tu chcieć więcej? Chyba tylko dodatków, których jeszcze nie kupiłem… Sprawdźcie, czemu mi się tak ten Galactic Cruise spodobał!

Zawartość gry Galactic Cruise

Zawartość Galactic Cruise zachwyca. Świetnie wykonane, duże elementy, to pierwsze co rzuca się w oczy. Grube kartonowe kafle z czytelną grafiką, potężne, drewniane znaczniki z nadrukami, dwuwarstwowe planszetki graczy. Robi to fenomenalne pierwsze wrażenie.

Instrukcja gry jest jedną z najlepiej napisanych, jakie przyszło mi w karierze planszówkowicza czytać. Świetnie, lekko napisana, pełna przykładów i zrozumiałej terminologii.

Nie mniejsze wrażenie robi bardzo solidny insert z dedykowanymi pojemnikami na elementy graczy, wspólne komponenty, generalnie na wszystko. Nawet miejsce na dwa dodatki debiutujące razem z grą znalazło się miejsce, a dla tych, co ich nie zakupili, są proste piankowe wypełniacze. Po prostu bomba.

W poniższym tekście pewnie jeszcze się pojawią porównania  Galactic Cruise do gier Vitala Lacerdy, bo czuć tu jego ducha i inspiracje jego grami na każdym kroku. Jakość wydania gry jest jedną z tych inspiracji, bo tak świetne wykonanie kojarzy mi się przede wszystkim z szalenie drogimi grami wydawnictwa Eagle-Gryphon Games.

A wiecie, co w tym wszystkim jest najlepsze? Za warstwą wizualną stoi Ian O’Toole, który prześcignął sam siebie i dostarczył absolutnie fenomenalną grafikę, gdzie każdy detal ma znaczenie, każda ikona jest zrozumiała i wszystko jest po prostu czytelne. No cudo po prostu patrzeć i grać w tę grę pod kątem wizualnym.

Jedyne, do czego mogę się faktycznie przyczepić to ten wspomniany wcześniej insert. Jest fantastyczny, tak, ale mógłby być lepszy. Lepiej zorganizowany. Bo trochę nie podoba mi się warstwowy system pudełek użyty w tej grze, bywa niewygodny. Ale to trochę czepianie się na siłę, bo do czegoś przyczepić się trzeba…

Skrót zasad gry Galactic Cruise

Gruba instrukcja Galactic Cruise na początku przeraziła, ale już po kilku pierwszych stronach wiedziałem, że zrozumienie zasad to będzie kaszka z mleczkiem. Tak, to jest wielka kobyła z mnóstwem reguł, ale wszystko jest takie… proste. Przyjemne, lekkie, a jednocześnie wymagające zastanowienia, planu, egzekucji w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Trochę podobnie jak w grach Lacerdy, gdzie zasady też nie są jakoś bardzo skomplikowane (choć takie mogę się wydawać), ale wszystkie interakcje między akcjami są tym najważniejszym mięskiem gry.

W Galactic Cruise gracze wcielają się w kierowników tytułowej firmy, rywalizując przez trzyletni okres próbny o rolę nowego prezesa Dyrektora Generalnego.

Gra nie ma na sztywno ustawionej liczby rund, gracze sami de facto decydują, jak długo będzie trwać rozgrywka, gdyż tę dyktuje prędkość z jaką gracze będą wykładać kolejne kamienie milowe (wysyłanie statków w kosmos, spełnianie celów firmy) w czasie rozgrywki.

Gracz w swojej turze ma dostęp do aż dwunastu akcji na planszy głównej. Do tego osobna akcja startu rakiety składająca się z pięciu osobnych kroków i jeszcze para akcji pomocniczych. Z szacunku do Waszego czasu, zdrowia i oczu nie wypiszę ich wszystkich, skupię się jednak na ogólnym zarysie.

Nadrzędnym celem firmy Galactic Cruise jest opracowywanie nowych technologii, budowanie statków kosmicznych, przyciąganie klientów i w końcu kosmiczny rejs w nieznane. Akcje kręcą się właśnie wokół tej tematyki. Mamy tu możliwość zdobycia planów sekcji statków, możliwość ich dołożenia do istniejącej rakiety, opracowanie zupełnie nowej. Mamy możliwość opracowywania nowych technologii, zdobywania zasobów potrzebnych na wylot (paliwo, żywność, tlen). Mamy całą sekcję i akcje odpowiedzialne za zwabianie nowych pasażerów by korzystali z usług naszej firmy i kupowali bilety na lot.

Jest tego faktycznie sporo, ale każda akcja to dosłownie kilka sekund roboty i można lecieć dalej!

W swojej turze gracz umieszcza jednego z dostępnych pracowników na wybranym przez siebie polu (może z nich zrzucać innych graczy, co daje tym graczom profity) po czym wykonuje do dwóch dostępnych na tym polu akcji. Jeśli na początku swojej tury gracz ma jakieś aktywne kosmiczne rejsy, to wpierw rozpatruje je, co może dać mu dodatkowe profity.

Choć gra nie ma sztywnego podziału na rundy, ma podział na lata. Każdy rok kończy się po wyłożeniu nań odpowiedniej liczby kostek postępu i po każdym roku następuje drobne liczenie punktów, po czym rozgrywka toczy się dalej standardowymi zasadami. Na koniec trzeciego roku gracze podliczają wszystkie punktujące elementy i zwycięża ten, kto zdobył najwięcej PZ.

Skalowalność i regrywalność gry Galactic Cruise

Skalowalność

Galactic Cruise w moim odczuciu świetnie się skaluje i dobrze działa w każdym składzie osobowym (by być uczciwym: solo niestety nie grałem, ale zasady zapowiadają dobrą zabawę). Przy grze dwuosobowej dochodzi trzeci, wirtualny gracz, którego jedynym celem jest jedynie zwiększenie częstotliwości zrzucania pracowników z planszy i jest banalny w obsłudze. Wiele elementów gry skaluje się do liczby graczy. Na większą liczbę osób jest większy wyścig po konkretne zasoby, karty czy pasażerów, jednak nie sprawia to, że rozgrywka jest bardziej chaotyczna czy dynamiczniejsza. Nie czuć utraty kontroli nad swoim planem, nawet pomimo dość sporej interakcji między graczami jak na tego typu euro.

Regrywalność

Gdy gracze już przyzwyczają się do gry wprowadzającej (na drugiej stronie planszy), gra szeroko otwiera ramiona i mówi: baw się! Losowo dobrane kafle celów firmy, losowo wyłożone 4 technologie pośród ośmiu dostępnych, losowe rozłożenie początkowych neutralnych znaczników i wreszcie losowo rozłożone kafle dwunastu akcji w grze, co sprawia, że dosłownie każda rozgrywka jest inna od pozostałej, wykonujemy akcje w innej kolejności, wymyślamy nowe plany i taktyki, by jak najbardziej zmaksymalizować potencjał naszego ruchu. A gdy poczujecie, że widzieliście już wszystko, całe na biało wchodzą dwa dodatki, które dosłownie zamieniają wszystkie kafle projektów na nowe, z nowymi zasadami. Do tego dorzucają nowe moduły, nowe zasady, nowe możliwości.

Wrażenia z gry Galactic Cruise

Wspomniałem we wstępie, raczej wybrzmiewa to w całym tekście, ale podkreślę jeszcze raz: jestem zachwycony Galactic Cruise.

Już pierwsze obcowanie z grą to absolutnie czysta przyjemność. Instrukcja jest fenomenalna, komponenty fantastyczne. Oczywiście niewiele by to dało, gdyby rozgrywka była średnia, ale ta jest niezwykle miodna i satysfakcjonująca i jak w mało której grze w ogóle nie czuję znużenia w trakcie gry.

Każda akcja daje mi satysfakcję, że zrobiłem coś fajnego, że powoli posuwam swój plan do przodu. Czuję gorycz, jak źle wyceniłem swoje możliwości i nie do końca udało mi się zrobić wszystko to, co chciałem. To jak wszystko świetnie się tematycznie spina bardzo pomaga w zrozumieniu konkretnych akcji i implikacji z niej wynikających. Proces wystrzelenia rakiety składający się z pięciu kroków symulujących odliczanie „5…4…3…2…1… LIFT OFF” jest równie prosty, co skuteczny.

Pytanie najważniejsze: czy Galactic Cruise jest lepszy od gier Vitala Lacerdy, czy w ogóle może się z nimi mierzyć? Według mnie: tak, a przynajmniej od tych, w które dane mi było zagrać. Nie czuć tu przekombinowania On Mars, brak tu ciężkich decyzji z Inventions. Jest przyjemniejszy niż Lisboa, która jest moją ulubioną grą tego autora. Jestem w ciągłym szoku, że gra kosztująca dosłownie mniej niż połowę najnowszych tytułów  sygnowanym nazwiskiem Lacerda spokojnie może stanąć z nimi ramię w ramię, zarówno pod względem jakości wykonania, jak i samej rozgrywki.

Podoba mi się ta interakcja między graczami, z jednej strony skromna, bo poza wyścigami po zasoby mamy tu jedynie wypychanie się z planszy, ale z drugiej warta zastanowienia, bo każdy pracownik powracający na planszę potencjalnie coś może dać przeciwnikowi. Tak, przyznam, że nie jest to duża interakcja, jednak w dobie zatrzęsienia gier „multiplayer-solo”, gdzie każdy sobie rzepkę skrobie z otwartymi ramionami przyjmuję nawet tak drobne rzeczy.

Czas gry uważam, że jest idealnie wyważony, na tyle długo, że czuje się rozgrywkę w poważny tytuł, ale też na tyle krótki, że człowiek nie czuje się jakby rozwiązał potężne równanie fizyczne, stojąc przy tablicy przez 5 godzin non stop. Bardzo doceniam też aspekt regrywalności i innego za każdym razem układu akcji na planszy.

Zachwycony jestem również oprawą graficzną. Ian O’Toole w najlepszym wydaniu. Grafiki są bardzo czytelne, ikonografika prosta i zrozumiała, totalnie nie mam się tu do czego przyczepić. Miód na moje oczy!

To co mi się natomiast nie podoba (poza drobnym zgrzytem z insertem) to jak bardzo stołożerny jest Galactic Cruise. To niestety problem wielu współczesnych gier: przepych Kickstarterów i niepotrzebne nadmuchiwanie gier do horrendalnych rozmiarów przeszkadza mi tak ogólnie i niestety Galactic Cruise też padł tego ofiarą. Wszystko jest tu DUŻE, MASYWNE. Tak, dzięki temu też wszystko jest widoczne i zrozumiałe, ale nie miałbym żadnego problemu, gdyby plansza gry była mniejsza o 50%, kafle cieńsze i mniejsze, a drewienka drobniejsze. Nadal bawiłbym się tak samo dobrze.

Podsumowanie

Galactic Cruise to na ten moment najlepsza gra tego roku, w jaką grałem, niezaprzeczalnie. Fenomenalna, płynna rozgrywka, zrozumiałe akcje, świetna jakość wykonania – to wszystko składa się na obraz gry, która zdecydowanie często będzie lądować na moim stole i sądząc po tym, że gra na pniu zeszła u wydawcy, to nie będę sam w tym stwierdzeniu. Kto nie grał, a lubi po prostu dobre euraski: zagraj. Naprawdę warto, bo to kawał dobrej gry jest.

Plusy
Wysokiej jakości wydanie
Proste, zazębiające się akcje
Fenomenalnie napisana instrukcja
Wysoka regrywalność
Minusy
Można łatwo wpaść w paraliż analityczny
Karty planu mają na sobie za dużo tekstu, wolałbym ikony
Powoli się rozkręca i nagle szybko się kończy
Bardzo stołożerna gra

Dziękujemy Wydawnictwu Portal  za zniżkę na egzemplarz recenzencki!
Zerknij na ofertę w naszym lokalnym sklepie partnerskim Aleplanszówki!

Komentarze

Podobne wpisy GE3Ka

Sabotażysta: Edycja rozszerzona to kultowa gra karciana o blefie, ukrytych rolach i poszukiwaniu złota, zamknięta w jednym, kompletnym wydaniu. Oto nowe wydanie!

Saltfjord, Transgalactica, Małe Epickie Dinozaury oraz dodatek do Ślimaków - Muszle w Ogniu to kolejne nowości, które prezentujemy wam w ramach cyklu