Slajd powitalny

Skąd przybywasz i cóż Cię niesie? Usiądź z nami przy kominku i opowiedz swoją historię!
Weź udział w naszych grach i zabawach, a może zechcesz zostać z nami na dłużej 😉

Na GE3K Events dla każdego znajdzie się miejsce!

Skąd przybywasz i cóż Cię niesie? Usiądź z nami przy kominku i opowiedz swoją historię!
Weź udział w naszych grach i zabawach, a może zechcesz zostać z nami na dłużej 😉
Na GE3K Events dla każdego znajdzie się miejsce!

Recenzja: Blood Rage — Wikingowie do Valhalli
Przeczytaj najnowszy wpis GE3Ka
Recenzja: Blood Rage — Wikingowie do Valhalli

Najnowsza recenzja do poczytania 😉

Aleplanszówki
Polecamy jeden z najlepszych
sklepów internetowych dla geeków.
poprzedni slajd
następny slajd

Recenzja:
Nucleum
Nuklearna rewolucja

Kryspin Kras

24/06/2024

O Nucleum było głośno już w zeszłym roku, kiedy to szumnie zapowiadano najnowsze dzieło duetu Simone Luciani (Barrage, Wyprawa Darwina) i David Turczi (Anachrony, Voidfall). Gra, którą określało się jako nieślubne dziecko Barrage i Brass miała wziąć to, co najlepsze z ww. i dorzucić coś nowego od siebie.

Gra praktycznie od momentu zapowiedzi skazana na sukces, prawda? Znane nazwiska, sprawdzony wydawca (oryginalnie Board&Dice, w Polsce grę wydaje Rebel), dobre growe inspiracje… Sprawdźmy zatem, czy faktycznie tak jest i czy warto było czekać! Mam tylko nadzieję, że macie duży stół na rozłożenie tego kolosa.

Zawartość Nucleum

Nucleum zaskakuje już od momentu spojrzenia na pudełko przedstawiające bardzo energiczną grafikę, która trochę kojarzy mi się ze znacznie starszymi tytułami. Okładki nie określiłbym mianem eleganckiej, ale z pewnością energia bijąca od niej potrafi udzielić się graczom, nastawiając ich na iście żywiołową rozgrywkę, oczywiście na tyle jak bardzo żywiołowe może być euro.

To, co rzuca się w oczy, a właściwie w ręce, to waga produktu. Nucleum został zapakowany w standardowych rozmiarów karton, który jest absolutnie wypchany po brzegi elementami. Czego my tu nie znajdziemy! 50 płytek akcji, 50 kontraktów, 65 monet, 46 żetonów osiągnięć… Dwustronna plansza główna, plansza boczna, cztery duże, wielowarstwowe planszy graczy, 4 plansze eksperymentu… Ponad 70 robotników, 48 żetonów budynków miejskich, 10 żetonów neutralnych budynków… 24 drewniane kostki uranu, 4 znaczniki nucleów, 5 trójwymiarowych elektrowni, żetony węgla, żetony technologii, kopalni, turbin, znaczniki sukcesu… Mógłbym tak wymieniać długo, ale trochę mija się to z celem. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w Nucleum czuć, za co płacimy, a płacimy za absolutne zatrzęsienie elementów.

Szczęśliwie, wraz z ilością idzie też jakość. Robotnicy (po 18 dla każdego gracza) nie są standardowymi meeplami, turbiny i nucleum mają nadruk po jednej stronie, kartonowe elementy sprawiają wrażenie solidnych. Co prawda grafiki przedstawione na kaflach, planszach itd. itp. nie wszystkim mogą się podobać, ale ikonografika jest czytelna i zrozumiała, w czym na pewno pomagają dobrze skonstruowane karty pomocy. Jedynym zastrzeżeniem jeśli chodzi o samą jakość wykonania, są plansze eksperymentów – sposób wkładania w nie kafli technologii jest przekombinowany i ze względu na zastosowaną konstrukcję (bardzo cienkie kawałki wystającego kartonu) jestem pewien, że w końcu coś się połamie.

Wspomniałem już, że oprawa graficzna może być dyskusyjna. Cóż, patrząc po zdjęciach, możecie sami wyrobić sobie opinię, ale w moim odczuciu, ta pstrokata grafika nieszczególnie przeszkadza w rozgrywce i jedynym zastrzeżeniem, jakie mam, to fakt, że słabo widać na pierwszy rzut oka, które kafle budynków zostały odwrócone na drugą stronę.

Wielka szkoda, że cały ten rozgardiasz elementów musimy przechowywać w woreczkach strunowych. Bardzo wielu woreczkach. Niestety tożsame jest to z naprawdę sporym czasem przygotowania jak i pakowania gry. Co prawda, w pudle znajdziemy też coś w rodzaju insertu – wydawca zdecydował się wrzucić, bez większego wytłumaczenia, o co chodzi, fragmenty kartonowego insertu, który możemy złożyć, jak nam się podoba, ale jest on tak beznadziejny i niefunkcjonalny, że od razu go wywaliłem. Lepiej zaopatrzyć się w profesjonalny insert, bo ta gra bardzo tego potrzebuje.

Skrót zasad Nucleum

Nucleum to jedna z tych gier, która w zasadzie ma proste podstawy i jasne reguły gry, ale z drugiej strony mnóstwo tu kruczków, detali i mikrozasad, o których należy pamiętać. Gracze, wcielając się w przemysłowców alternatywnej rzeczywistości XIX wieku, mają za zadanie odnieść sukces przy wykorzystaniu świeżo odkrytej technologii nucleum (czyli po prostu reaktorów jądrowych). Gracze będą budować i zasilać budynki, stawiać połączenia kolejowe i wydobywać uran z kopalń.

W swojej turze gracz ma do wyboru jedną z trzech opcji:

  • zagrać kafel akcji na wolne pole od lewej na górze swojej planszetki
  • zagrać kafel akcji jako połączenie na planszy
  • przeprowadzić doładowanie (czyli niejako produkcję)

Każdy z graczy zaczyna grę z osobną pulą kafli akcji związanymi z wcześniej wybranym eksperymentem. Każdy gracz gra z innym, mamy więc tu do czynienia z lekką asymetrycznością.

Kafle akcji zawsze przedstawiają dwie akcje i wykonanie ich jest opcjonalne. Po dołożeniu kafla do planszetki możemy wykonać akcje w dowolnej kolejności. Po wyłożeniu żetonu akcji na planszy gry możemy wykonać tylko akcje po tej stronie kafla, po której zostały poprawnie dopasowane kolory końcówek.

Mamy kilka akcji podstawowych i garść dodatkowych akcji, opiszę tu jednak pokrótce tylko te główne:

  • Urbanizacja, czyli budowanie budynków za monety w swojej sieci
  • Industrializacja, czyli stawianie kopalń lub turbin za pracowników w swojej sieci
  • Podpisanie umowy, polegające na wzięciu dostępnego kafelka kontraktu i dołożenia go do wolnego miejsca przy swojej planszetce
  • Rozwój – zakup nowych kafli akcji
  • Zasilanie – dostarczenie energii do wcześniej wybudowanych swoich budynków lub neutralnych

Gracze wykonują swoje tury po kolei, dokładając kafle akcji do swoich planszetek albo na planszę gry, czasem będą robić doładowanie. Gra trwa do momentu, aż zostaną spełnione dwa (trzy w rozgrywce dwuosobowej) z pięciu warunków końca gry. Warunkami są:

  • Stosy dobierania płytek akcji są puste
  • Stosy dobierania srebrnych i złotych kontraktów są puste
  • Wszyscy gracze przeprowadzili doładowanie przynajmniej 3 razy
  • Przynajmniej jeden gracz odblokował wszystkie 8 technologii swojego eksperymentu
  • Przynajmniej jeden gracz zdobył 70 punktów

Grę oczywiście wygrywa gracz, który zdobył największą liczbę punktów.

Skalowalność i regrywalność Nucleum

Skalowalność

Nucleum oferuje dwie strony mapy, dla 1-2 graczy oraz 3-4. Strona dla mniejszej liczby graczy ma odpowiednio miej połączeń, miast oraz miejsc do stawiania swoich obiektów, a w rozgrywce na 3 graczy część miejsc jest wyłączona z użytku. W moim odczuciu Nucleum bardzo dobrze się skaluje, oferując podobne wrażenia z rozgrywki niezależnie od liczby graczy. Przy czterech graczach jednak gra potrafi się bardzo ciągnąć. Mój największy zarzut wobec Nucleum jest to, że trwa długo. Grając z pełną ekipą, śmiało można założyć 2.5 – 3 godziny rozgrywki. To nie tylko kwestia downtime’u (a ten bywa uporczywy, gra potrafi niejedną tęgą głowę wprowadzić w paraliż decyzyjny), ale też tego, że rozgrywka trwa, dopóki kolektywnie nie spełnimy celów końca gry.

Nucleum posiada też rozbudowany tryb jednoosobowy z osobną instrukcją, ale przyznam szczerze, że nie testowałem go. Lektura instrukcji wystarczyła mi w zupełności, by stwierdzić, że za dużo w nim jest obsługi “AI”, a tego szczerze nie cierpię.

Regrywalność

Nucleum oferuje garść kart przygotowania gry, więc za każdym razem start rozgrywki będzie wyglądał inaczej. Z odpowiedniej puli losujemy kafle kontraktów, kafle akcji, żetony sukcesu i tak dalej, więc to też urozmaica kolejne rozgrywki. Myślę, że Nucleum oferuje sporą dawkę regrywalności. Mamy tu, chociażby 4 różnorodne eksperymenty, które delikatnie inaczej ukierunkowują nasz rozwój. Podczas rozgrywek możemy skupić się na różnych rzeczach, a fakt, że gracze cały czas mocno wpływają na wygląd planszy, sprawia, że każda rozgrywka w zasadzie wygląda inaczej.

Wrażenia z rozgrywek w Nucleum

Nucleum przytłacza. Od samego początku, czytając instrukcję i odkopując się z elementów, człowiek czuł, że obcuje z czymś trochę ponad jego możliwości, ale czasem trzeba wyjść poza swoją strefę komfortu. Ostatecznie okazuje się, że Nucleum nie jest takie straszne, jak wygląda na pierwszy rzut oka, po prostu rozgrywka trwa szalenie długo.

Niby w swojej turze wykładamy tylko jeden kafelek akcji albo na planszę, albo do naszej planszetki, ale to jaki kafel i gdzie położyć i jeszcze dodatkowo jakie akcje z niego odpalić i w jakiej kolejności potrafi przyprawić człowieka o ból głowy. Wydaje się, że te decyzje są proste, albo dbamy o rozwijanie naszej sieci (miasto połączone z naszym kaflem należy do naszej sieci), permanentnie się pozbywając kafla akcji i pracownika, albo kisimy te kafle przy sobie.

Szybko jednak się okazuje, że musimy niektóre kafle poświęcać na rzecz stawiania połączeń, bo daleko bez tego nie zajedziemy. Szybko może się też okazać, że przypadkiem wypstrykaliśmy się z możliwości odpalania konkretnej akcji, bo wyłożyliśmy nasz ostatni kafel z tą akcją na planszy. Nucleum nie wybacza takich błędów. Możemy co prawda kupić nowe kafle z brakującą akcją, ale te muszą być dostępne na rynku, musimy mieć na nie pieniądze i przede wszystkim, musimy mieć dostępny kafelek z akcją Rozwoju. Przy Nucleum faktycznie trzeba się skupić, bo o błąd tu nietrudno, a jedna zła decyzja może przekreślić nasze szanse na wygraną.

W Nucleum trzeba cały czas się mieć na baczności, trzeba przeliczać to, ile mamy dostępnego uranu, czy stać nas na zakup węgla, czy na pewno mamy dostępnych pracowników… Na domiar złego, musimy też patrzeć, co robią przeciwnicy, bo przecież dobrze postawiona turbina może nam generować dodatkowy dochód, a celnie wyłożone połączenie nie dość, że może odciąć wrogów od dostępu do miasta, to jeszcze odpalić nasze akcje.

Niestety z uwagi na to ile elementów trzeba tu kontrolować, nierzadko dochodzi do pomyłek, błędów w rachunkach czy po prostu przegapienie jakiegoś dodatkowego bonusu, jaki mogliśmy dostać. Pewnie to kwestia ogrania, ale warto o tym wspomnieć.

Wielka jednak szkoda, że brakuje tu jakiejś większej interakcji między graczami. Tak, możemy sobie wzajemnie odcinać połączenia do miast. Możemy też, odpalając nasze akcje, po wyłożeniu połączenia na planszy, umożliwić przeciwnikowi wykonanie akcji z jego kafelka. Wzorem Brassa, przy sprawdzaniu połączenia elektrowni ze źródłem energii (węgiel lub uran) i elektrowni z zasilanym budynkiem możemy korzystać z dowolnych połączeń, ale szkoda, że nie możemy używać cudzego uranu. Wyścig po kontrakty czy zakupy kafli akcji nie każdego muszą emocjonować.

To nie jest tak, że w czasie rozgrywki gapimy się przede wszystkim na naszą planszetkę, bo jednak sytuacja na planszy jest bardzo istotna i to ona też jest mocnym czynnikiem wpływającym na paraliż decyzyjny. To, co sobie zaplanujemy do przodu w swojej turze, wcale nie musi dojść do skutku, co sprawi, że musimy obmyślać plan na nowo, w czasie swojej tury, podczas gdy inni mogą spokojnie pójść napić się kawy.

Mimo wszystko jednak bardzo mi się podoba rozgrywka w Nucleum. Faktycznie czuć tu odrobinę tego Brassa (niestety nie wiem jak z Barrage, bo nie grałem…), ale nawet pomijając część zapożyczeń, Nucleum jest po prostu dobrą, mózgożerną grą. Przyjemnie się obserwuje, jak na planszy jest coraz więcej odwróconych (zasilonych) naszych budynków. Satysfakcjonująco wykonuje się akcje i odpala drobne combosy, przy okazji przeszkadzając przeciwnikom w ich planach. Zbieranie żetonów osiągnięć od nowa po każdym doładowaniu daje poczucie progresu, bo chociaż zdobywamy je znowu od zera, to zgarniamy ich coraz więcej i więcej, zasilając coraz to lepsze budynki.

Szkoda tylko, że chwilami ciężko grę rozłożyć z uwagi na to ile miejsca wymaga i ile czasu zajmuje jej rozłożenie, a później schowanie…

Podsumowanie

Nucleum to kawał solidnego, ciężkiego euro. Autorzy przygotowali nam świetną grę, przy której można spędzić kilka godzin na potężnym móżdżeniu. Ostatecznie jednak wolę prostotę, elegancję i czas rozgrywki Brassa. Ale i w Nucleum, o ile tylko będę miał na niego siłę, chętnie zagram.

Plusy
Pudło po brzegi wypakowane zawartością
Solidne wykonanie
Klarownie napisana instrukcja
Wiele dróg do zwycięstwa
Unikalny za każdym razem setup gry
Dobrze się skaluje
Minusy
Czas gry potrafi zmęczyć
Paraliż decyzyjny to drugie imię Nucluem
Plansze eksperymentów prędzej czy później się poniszczą
Nie wybacza błędów (ale to może być dla niektórych plus)

Dziękujemy Wydawnictwu Rebel  za przekazanie egzemplarza do recenzji! Zerknij na ofertę w naszym lokalnym sklepie partnerskim Aleplanszówki!

Komentarze

Podobne wpisy GE3Ka

Blood Rage, pierwsza gra z mitologicznej trylogii Erica Langa. Jak gra sprawdza się po latach? Wysokie miejsce w rankingach podpowiada, że tak. Sprawdzamy!

Inventions: Ewolucja idei to zaawansowana gra euro. Gracze będą tworzyć idea, które następnie przekształcą w wynalazji, by ostatecznie ujawnić je światu.