Recenzja:
Zaginione Miasta: Pojedynek – starcie podróżników

Kryspin Kras

13/07/2025

Od lat niedostępne na naszym rynku Lost Cities od wydawnictwa Galakta wraca na nasze stoły, tym razem pod skrzydłami wydawnictwa Nasza Księgarnia pod spolszczoną nazwą Zaginione Miasta: Pojedynek. Rzućmy okiem, czy klasyczny tytuł od naszego ulubionego doktora matematyki nadal ma w sobie to coś, czy może lepiej, aby zaginione miasta pozostały… cóż, zaginione.

Zawartość gry
Zaginione Miasta: Pojedynek

Małe pudełko, mało zawartości. Zdecydowanie hasłem gry Zaginione Miasta: Pojedynek było „jakość, nie ilość”. Efektem tego podejścia jest ponad 70, naprawdę solidnej jakości, sporych rozmiarów kart, jedna rozkładana plansza z obozami podróżników, notes i ołówek. No i oczywiście instrukcja. Całość wrzucona jest w gustowną, prościutką, tekturową wypraskę. I to w sumie tyle.

Na sporą pochwałę zasługują grafiki na kartach każdej ekspedycji, które świetnie wpisują się w klimat i tematykę gry. Każda kolejna karta ekspedycji pokazuje nam faktycznie jej kolejny etap, a na kartach widzimy kolejne obiekty, do których zmierzamy. Bardzo fajny smaczek!

Jedynie co mi się średnio podoba, to karty z wariantu Kamieni Milowe. Te karty, choć mają przyjemne rewersy, tak awersy są bardzo nijakie i mocno się tym wybijają na tle solidnie przygotowanych kart ekspedycji.  Szkoda również, że karty sponsorów nie różnią się między sobą tylko kolorem.

Skrót zasad gry
Zaginione Miasta: Pojedynek

Cel: Odkrycie zaginionych miast i zarobienie kupy kasy. Sposób: Wyruszanie na ekspedycje i zdobyć wsparcie sponsorów. Proste? A jakże!

Każda gra w Zaginione Miasta: Pojedynek składa się z trzech osobnych rozgrywek, w której gracze będą naprzemiennie zagrywać, a następie dobierać karty. Karty można zagrać do swojej istniejącej ekspedycji (w jednym z pięciu kolorów) albo rozpocząć nową. Można je również zagrać na środek stołu. Dokładając karty do istniejącej ekspedycji, gracze muszą zagrywać karty o rosnących wartościach, a zważywszy na to, że każdy kolor ma po jednej karcie o wartości 2-10, dość łatwo kontrolować stół i przeciwnika.

Po zagraniu karty gracz musi dobrać nową: ze stosu albo jedną z widocznych kart odłożonych na środek stołu.

Po wyczerpaniu się talii dobierania rozgrywka natychmiast się kończy i następuje podliczenie punktów. Każda rozpoczęta wyprawa zaczyna bazowo z -20 punktów. By wyjść na plus, suma wartości kart musi być większą niż bazowy wynik. Następnie uzyskany wynik zostaje przemnożony przez patronów (o ile zostali zagrani na początku wyprawy). Tutaj należy bardzo uważać, gdyż patroni mnożą również punkty ujemne, jeśli nie uda nam się wyjść na plus!

Po podliczeniu punktów gracze tasują wszystkie karty i rozpoczynają nową rozgrywkę. Po trzech rozgrywkach sumujemy zdobyte punkty i grę wygrywa ten, kto zdobył ich sumarycznie więcej.

Regrywalność gry
Zaginione Miasta: Pojedynek

Zaginione Miasta: Pojedynek to w moim odczuciu bardzo regrywalna pozycja. Każda partia, każde rozdanie to inny rozkład kart, a co z tym idzie: zupełnie nowe taktyki i podejścia. Nie ma tu jednej zwycięskiej taktyki, jesteśmy zdani na dobry dociąg kart i na łaskę przeciwnika.

Jeśli jednak zaczynamy odczuwać znużenie bazową grą, w pudełku znajdziemy również wariant Kamienie Milowe, który wprowadza coś w rodzaju celów do spełnienia w trakcie/na koniec rozgrywki. Na początku każdej z talii 11 kart dobieramy 5, które mówią nam, za co gracze dostaną dodatkowe punkty. Większość celów działa na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, ale jest też kilka kart, które punktują dopiero na koniec rozgrywki. Ten niewielki dodatek wbrew pozorom diametralnie zmienia rozgrywkę i całkowicie wywraca do góry nogami poprzednie taktyki i podejście do gry.

Wrażenia z gry
Zaginione Miasta: Pojedynek

Jestem zachwycony Zaginionymi Miastami: Pojedynek. Lubiłem już tę grę wcześniej, ogrywając ją na BGA i grając w starą wersję u znajomego. To jedna z moich ulubionych gier Reinera Knizii i nigdy nie odmówię partyjki. Nawet jeśli szlag mnie trafi przy pechowym dociągu kart i jedyne co mi pozostaje to obserwować, jak przeciwnik odlatuje w swoich wyprawach, jakby przytroczył ze sobą łazika albo inną łódź podwodną…

Gra jest losowa, tak. Jeśli przeciwnikowi siądą karty, a nam nie, to niewiele ugramy. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by spróbować się odegrać w kolejnej rozgrywce! Przebiegają one tak szybko, że moim zdaniem to żaden problem. Zwłaszcza że samo obcowanie z grą Zaginione Miasta: Pojedynek jest zwyczajnie przyjemne. Dobrze wykonane, duże karty, grafiki, na które chce się patrzeć, no super sprawa!

Nie do końca za to jestem kupiony Kamieniami Milowymi. Z jednej strony bardzo prosty do wprowadzenia moduł, z drugiej strony wywierający tak ogromny wpływ na rozgrywkę, że zaburza mi jej cały flow. I ponownie, losowość daje się tu jeszcze bardziej we znaki, bo wystarczy, że przeciwnikowi akurat wlecą na rękę potrzebne do celów karty i bez problemu zgarnie większość z nich, podczas gdy my walczymy o skrawki.

Podsumowanie

Czy Zaginione Miasta: Pojedynek to najlepsza dwuosobówka, w jaką grałem? Absolutnie nie. Czy jest warta zakupu i zagrania? Absolutnie tak! To naprawdę świetna gra i na dodatek dostępna w znakomitej cenie, więc nie ma co się nawet zastanawiać! Brać i grać. I blokować ekspedycje przeciwnika!

Plusy
Świetne grafiki na kartach
Proste zasady
Szybka, dynamiczna rozgrywka
Cena
Dodatkowy wariant w pudełku
Minusy
Losowość może być zniechęcająca
Kamienie Milowe nie każdemu podejdą
Ciężko dogonić przeciwnika w punktach, jeśli ten odleci zbyt daleko
Notes mógłby mieć większe pola do wpisywania wyników

Zerknij na ofertę w naszym lokalnym sklepie partnerskim Aleplanszówki! Recenzja powstała we współpracy reklamowej z wydawnictwem Nasza Księgarnia!

Podobne wpisy GE3Ka

Trzynastego dnia miesiąca prezentujemy wam trzynastą odsłonę cyklu o grach kaczek! Całe szczeście, że nie w piątek! Oto Zamek Kombo, Nowy Świt oraz Nokturn

Rezerwat to w skrócie uproszczona Ark Nova. Zamiast kart – kafelki, zamiast żmudnego budowania Zoo – szybka rozgrywka. Sprawdźmy, czy te uproszczenia mają sens!