Nowości wydawnictwa Galakta
Geniusz, Zaginiony Kod oraz Czarna Orkiestra

Ekipa GE3K Events:
Mateusz, Kasia oraz Bartek

18/07/2025

Nadszedł ten czas, gdzie pragniemy zaprosić was do lektury kolejnego wpisu o grach wydawnictwa Galakta, a jeśli interesują was poprzednie artykuły to najlepiej znaleźć je klikając o tutaj.

Dzisiaj mamy dla was bardzo zróżnicowane pozycje, Mateusz zaprosi was na partyjkę Geniusza, z Kasią poszukacie Zaginionego Kodu, a Bartek ma dla was Czarną Orkiestrę,

Wspominane tytuły mogliście ogrywać w ramach naszych planszowych wydarzeń w Trójmieście, tych cyklicznych ale także na przykład podczas Hevelki. Zapraszamy do lektury!

Geniusz

Geniusz to gra, która na naszym rynku ukazała się już nakładem wydawnictwa Bard kilka lat temu. Można więc powiedzieć, że to pewnego rodzaju powrót klasyka. Gra ma charakterystyczny wygląd i jest pewnego rodzaju układanką logiczną, łamigłówką w której maksymalnie 4 graczy rozegra emocjonującą partię paląc swoje zwoje mózgowe.

Zasady są proste i do wytłumaczenia w kilka minut. Wykładamy jedną z dobranych płytek na planszę, a im więcej identycznych symboli zgromadzisz obok siebie w linii prostej, tym więcej punktów zgarniesz. Twist zasad jest taki, że na koniec gry liczy się Twój najsłabszy wynik, ten kolor/wzór, który mamy zapunktowany najmniej. Z drugiej jednak strony osiągniecie maksymalnego wyniku danym kolorem/wzorem, daje nam dodatkowy ruch. Interesujące! Genialne 😉

Geniusz – wrażenia

Świetna gra! Geniusz to tytuł, który wydawać się może ciekawym pojedynkiem logicznym, starciem dwóch umysłów w jak najoptymalniejszych ruchach i zdobyciu większej liczby punktów. Jednak okazuje się że gra jest i do 4 osób i jeszcze posiada tryb solo oraz wariant drużynowy! Szkoda tylko że pudełko i plansza takie wielkie, dobry tytuł na wycieczkę, ale zdecydowanie nie jest to wersja podróżnicza.

Cenie sobie gry, które mogę szybko wytłumaczyć podczas wydarzenia, a także takie które nie zajmują dużo czasu, a sprawiają satysfakcje z rozegranych partii. Geniusz jest właśnie takim tytułem. Oczywiście mamy tu losowość w dobieraniu płytek, ale to jednocześnie zwiększa regrywalność tego tytułu, a syndrom kolejnej partii występuje to już po pierwszej rozgrywce. Można tu zdecydowanie mocno pokombinować!

Geniusz to gra prosta, ale nie prostacka, aczkolwiek liczenie punktów może na początku wydawać się nieintuicyjne, to już po kilku rundach wiemy wszystko i można grać. A rozgrywka jest tu dynamiczna, można przyjmować różne strategie, a fakt tego, że liczy się tylko punktacja najgorszego koloru/wzoru jest po prostu niesamowitym twistem i ma duże znaczenie, zwłaszcza pod koniec, gdy zostało już miejsca tylko na kilka ostatnich płytek. O tu też na koniec plusik, wielkość planszy skaluje się w zalezności od liczby graczy.

Plusy
Proste zasady
Nie prostacka, do pokminienia!
Czas rozgrywki
Dodatkowe tryby, a dzięki temu również regrywalność
Minusy
Szkoda, że nie jest bardziej kompaktowa, podróżna
Logiczne układanki nie są dla każdego

Zaginiony Kod

Uwielbiam gry dedukcyjne. Gdy usłyszałam, że wydawnictwo Galakta wydae Zaginiony kod, gra od razu wleciała na radar. Piękna estetyka oraz żywe kolory, tylko podbiły moje oczekiwania. Fabularnie wcielamy się w poszukiwacza przygód, który uwielbia zapuszczać się w tajemnicze miejsca pełne przygód. Jednak tym razem wpadliśmy w potworną pułapkę. Wyjście z niej wymaga wielkiego sprytu! Czy uda nam się rozwiązać zagadki Węża i odgadnąć zaginiony kod, by ujść z życiem?

Pomimo tego ciekawego wstępu fabularnego, klimatu w tej grze nie uświadczycie. Celem gry Zaginiony kod jest odgadnięcie własnego kodu. Dokonujemy tego poprzez analizę i dedukcję. Podczas rozgrywki nasz kod jest dla nas niewidoczny. Mamy jednak informację o kodach przeciwników. W każdej rundzie obstawiamy, w jakim zakresie mieści się suma trzech cyfr z naszego kodu. Jeśli uda nam się trafić w zakres, otrzymujemy punkty, jeśli nie, wymieniamy płytkę naszego kodu.

Zaginiony Kod – wrażenia

Pierwsze, o czym trzeba wspomnieć to oprawa graficzna. Zaginiony kod jest reimplementacją gry Think Str8! z 2015 roku. Porównując zdjęcia obu tytułów, widać, jak bardzo zmieniono szatę graficzną. W nowej wersji postawiono na temat przewodni oraz bogatą gamę barw. Gdy prowadziłam stolik z tą grą na naszych trójmiejskich wydarzeniach, inni zatrzymywali przy Zaginionym kodzie i z zaciekawieniem przyglądali się rozrywce. Poza szatą graficzną, komponenty, w grze takie jak koła do obstawiania, stojaki czy same płytki z kodem również są porządnie wykonane. Jednak same płytki mogą być o tyle problematyczne, że przy jakimkolwiek zatarciu się, taka płytka będzie spalona. Gracze od razu będą znali cyfrę na takiej płytce. W pierwowzorze cyfry kodu były na kartach, które w prosty sposób można było zabezpieczyć przed zniszczeniem, zakoszulkowując je. Także, jeśli chodzi o płytki kodu, to wizualnie na plus, ale użytkowo na minusik. Niewątpliwie motyw przewodni dżungli kojarzy się z przygodami, skarbami i jest w pewien sposób ekscytujący. Oprawa graficzna, mimo że przyciąga wzrok, to jednak lekko oszukuje graczy. Nie mówi nic, o tym, czym jest ta gra.

Zaginiony kod wymaga wiele skupienia, liczenia, dedukcji i też trochę szczęścia. Nie zawsze chcemy trafić w określony przez nas zakres, bo gry damy duży obszar, to wyciągniemy z tego mało informacji. Niekiedy lepiej wiedzieć, czego nie mamy i na tej podstawie analizować. Trzeba jednak pamiętać, że brak cyfry w przedziale oznacza odrzucenie płytki z kodem, a to psuje nam wcześniejszą analizę oraz ujawnia więcej informacji przeciwnikom. Wspomniałam o losowości, jest ona raczej znikoma, ale po moich rozgrywkach wywnioskowałam, że gdy mamy podobne cyfry, to dając nawet wąski przedział, możemy w niego trafić, a ta wiedza nie przybliży nas zbytnio do wydedukowania konkretnych cyfr. Dodatkowo podczas gry, jedna cyfra jest odkładana do pudełka, co tylko zwiększa poziom analizy. Losowe są również pierwsze próby oszacowywania. Zaczynamy z prawie czystą kartą. Wiemy jedynie, czego nie mamy po cyfrach u przeciwnika (gdyż każda cyfra w każdym kolorze występuje tylko raz). Jednak te dwa czynniki nie wpływają jakoś znacząco na rozgrywkę, może gdyby gracze byli na wyrównanym poziomie, to pierwsza decyzja mogłaby zadecydować o zwycięstwie, jednak w moich kilku partiach, taka losowość raczej nie miała wpływy na wygraną. Siła dedukcji tkwi w prawdopodobieństwie oraz porządnych obliczeniach. W każdej rundzie sprawdzamy sumę trzech cyfr z kodu, więc podstawowe działania dodawania są na początku dziennym. Ważne jest również, by przeciwnicy się nie pomylili i omyłkowo nie podali nam złych informacji, bo taka wpadka może totalnie przekreślić szanse na zwycięstwo.

W grze Zaginiony kod znajdziecie kilka wariantów. Pierwszy wariant wprowadza większy zakres cyfr (od 0 do 8). Drugi wykorzystuje żetony z symbolami płytek, które przy dobrym obstawieniu pozwalają graczom zdobyć dodatkowe punkty. Warianty te urozmaicają rozgrywkę oraz zwiększają poziom trudności. W najłatwiejszej wersji gry używamy zakresu 8 cyfr oraz 5 kolorów. Może modyfikować poziom, dodając kolor, cyfry i specjalne płytki.

Podsumowując wrażenia po kilku rozgrywkach w Zaginiony kod.
 Gra pięknie prezentuje się na stole, choć jej wygląd może trochę oszukiwać. Temat w ogóle nie jest połączony z mechaniką. Lubię gry dedukcyjne, więc rozgrywki w Zaginiony kod sprawiały mi przyjemność. Jednak jestem sobie w stanie wyobrazić, że wiele osób skusiła się oprawą graficzną i mogła się rozczarować, bo oczekiwali innego typu gry. Na plus działa kilka poziomów trudności i dostępne nowe warianty gry. Minusem są płytki, które mogą zostać naznaczone w jakiś sposób oraz znikoma losowość w pierwszych rundach, gdy nie jesteśmy w stanie oszacować, w jakim przedziale znajduje się nasz kod. Jeśli cenicie gry dedukcyjne i niestraszny Wam brak klimatu, sprawdźcie Zaginiony kod, bo jest to ciekawa propozycja!

Plusy
Piękna oprawa graficzna.
Dobrze wykonane komponenty.
Dobrze się skaluje.
Kilka poziomów i wariantów gry.
Minusy
Gra oszukuje wyglądem i nie kojarzy się z grą dedukcyjną, które bywają niedocenione.
Losowe pierwsze rundy, gdy mamy bardzo ograniczone informacje.
Gry uszkodzimy płytkę kodu, ta cyfra jest już „spalona”.

Czarna Orkiestra

Cofnąć się w czasie i zabić Hitlera – klasyczna klisza rodem z tanich filmów science fiction. W grze Czarna Orkiestra jest to możliwe. No, może z pominięciem motywu podróży w czasie. Wcielasz się w jednego ze spiskowców z lat 30. i 40. XX wieku i razem z innymi konspiratorami próbujesz zapewnić Europie lepszy los. Warunek zwycięstwa jest jeden – Hitler nie żyje. Natomiast warunków przegranej jest całkiem sporo i w każdej rozgrywce wielokrotnie będziecie się o nie ocierać.

Czarna Orkiestra to przede wszystkim gra kościana. Dziesięć sześciennych kości przez całą grę zajmuje centralne miejsce na stole i przyciąga spojrzenia graczy. Wiele w tej grze zależy od szczęścia – nasze działania nigdy nie eliminują całkowicie ryzyka porażki, a jedynie zwiększają prawdopodobieństwo sukcesu. Oprócz kości w pudełku znajdziemy także karty (przesłuchania, konspiracji oraz wydarzeń), planszę, pionki i karty postaci, żetony przedmiotów, instrukcję i skrót zasad oraz żetony Hitlera i jego zastępców.

Zasady nie są skomplikowane, co widać po tym, że „skrót zasad” to tak naprawdę całość reguł, sformatowana tak, by zmieścić się na jednej kartce papieru. Brakuje mi jednak kart pomocy dla gracza. Co prawda pewien ich odpowiednik nadrukowano bezpośrednio na planszy, ale oznacza to, że zawsze ktoś będzie miał je do góry nogami. A ponieważ użyto stylizowanej, gotyckiej czcionki, nawet ja miałem trudność z ich odczytaniem w tej pozycji – a uważam, że czytam do góry nogami całkiem nieźle. Karta pomocy, na którą można szybko zerknąć, byłaby przydatna na początku rozgrywki. Po kilku rundach staje się zbędna.

Czarna Orkiestra – wrażenia

Każdy gracz po kolei wykonuje do trzech akcji, wybieranych z listy dziewięciu. Można m.in. zbierać przedmioty, dobierać karty, używać ich, wyciągać kamratów z więzienia, konspirować, poruszać się po planszy itd. Wszystkie te działania zmierzają do tego, by jeden z konspiratorów mógł spróbować przeprowadzić zamach. Każdy plan ma inne wymagania – im więcej spełniamy, tym większą liczbą kości możemy rzucić. Jeżeli wyrzucimy tyle samo lub więcej „celowników” (występują 2x na każdej kości), gratulacje – plan się powiódł. Musimy jednak uważać, by nie wyrzucić zbyt wielu „orłów” (1x na kości). Jeżeli nasz poziom podejrzeń jest zbyt wysoki, możemy trafić do więzienia.

Pobyt w więzieniu został rozwiązany dość ciekawie. Zamiast klasycznego „pominięcia tury”, gracz dociąga kartę przesłuchania i rozpatruje jej efekt bez konsultacji z innymi – w końcu jest przesłuchiwany w siedzibie Gestapo. Efekty kart są zawsze negatywne dla niego lub innych graczy i niekoniecznie kończą się uwolnieniem. W całej talii 24 kart tylko jedna ma pozytywny efekt („zaszła pomyłka”) i jako jedyna nie wraca do talii. Wyciągnięcie towarzyszy z więzienia, zanim zaczną sypać, powinno być zazwyczaj priorytetem. Jeśli wszyscy konspiratorzy trafią do więzienia jednocześnie – przegrywamy.

Czas gry odmierzają karty wydarzeń. Podzielone na siedem okresów, dyktują one, które regiony są dostępne na mapie. W miarę postępów Wehrmachtu będziemy mogli podróżować coraz dalej na wschód, aż w okresie siódmym zaczniemy się cofać z powodu ofensywy Armii Czerwonej. Karty wydarzeń przede wszystkim poruszają Hitlera i jego zastępców, a także wywołują losowe rewizje Gestapo. Wyczerpanie talii wydarzeń to kolejny warunek przegranej. W siódmym okresie można też do talii wtasować kartę natychmiastowej przegranej – jest to jednak opcjonalne.

Oprócz tego poziom trudności można regulować przy pomocy żetonu zmieniającego minimalne poparcie militarne Hitlera. Ja grałem zawsze na poziomie średnim – i gra kończyła się sukcesem w dokładnie połowie przypadków.

Graficznie Czarna Orkiestra nie powala. Szaro-bura kolorystyka, niezróżnicowane rysunki na kartach konspiracji, a żetony nazistowskich przywódców to po prostu prostokątne kawałki kartonu z nazwiskiem. W połączeniu z drewnianymi pionkami graczy i stonowaną paletą barw, rozłożona gra przypomina mapę sztabową – bez zbędnych bajerów i figurek. I właśnie o to chodzi. Większość rozgrywki odbywa się ponad stołem. Każdy gracz może wnieść coś do spisku. Każda postać ma inną umiejętność specjalną, a karty są jawne dla wszystkich. Współpraca to klucz – samotny wilk szybko skończy w więzieniu.

Dla miłośników historii i gier kooperacyjnych, Czarna Orkiestra może być intensywnym i emocjonalnym przeżyciem, które wymaga zgranej drużyny i sporej dozy szczęścia.

Plusy
Proste zasady
Historyczne wydarzenia wpływają na rozgrwkę
Mechanika przesłuchań w więzieniu
Możliwość ustalenia poziomu trudności
Minusy
Nawet najlepszy plan to na koniec i tak rzut kośćmi
Może się dłużyć, przejście całej tali wydarzeń może zająć nawet 2-3 godziny
Imprezowy klimat kościanej kooperacji i zbrodnie wojenne w tle? – trochę nie pasuje
Wysoka cena w stosunku do zawartości

Podsumowanie

Jak widzicie, w porfolio wydawnictwa Galakta znajdziecie dużo różnych ciekawych gier, a dzisiaj zaprezentowaliśmy wam kolejne 3 tytuły. Który jest wam najbliższy tematyką i mechaniką?

W kolejnym wpisie Kasia pokaże wam 2 nowości – Zoo Tycoon oraz Erę Cywilizacji, czyli wielkie pudło i małe pudełeczko, dla kontrastu – taki oto spojler 😉

Dziękujemy Wydawnictwu Galakta za możliwość sprawdzenia, zaprezentowania i zrecenzowania gier!

Podobne wpisy GE3Ka

All In: Wizjonerzy to gra karciana, w której poprzez wymianę kart, starasz się uzyskać najlepszy układ i przewidzieć układy rywali, by zdobyć jak najwięcej run.

Lumilas to abstrakcyjna gra logiczna dla całej rodziny. Wcielamy się w kotki i zwiedzamy tajemniczy las oświetlony przez migoczące duszki.