Slajd powitalny

Skąd przybywasz i cóż Cię niesie? Usiądź z nami przy kominku i opowiedz swoją historię!
Weź udział w naszych grach i zabawach, a może zechcesz zostać z nami na dłużej 😉

Na GE3K Events dla każdego znajdzie się miejsce!

Skąd przybywasz i cóż Cię niesie? Usiądź z nami przy kominku i opowiedz swoją historię!
Weź udział w naszych grach i zabawach, a może zechcesz zostać z nami na dłużej 😉
Na GE3K Events dla każdego znajdzie się miejsce!

Smoki z głębin — wypłyń na szerokie wody!
Przeczytaj najnowszy wpis GE3Ka
Smoki z głębin — wypłyń na szerokie wody!

Najnowsza recenzja do poczytania 😉

Aleplanszówki
Polecamy jeden z najlepszych
sklepów internetowych dla geeków.
poprzedni slajd
następny slajd

Recenzja:
Brass Lancashire
stare, ale jare

Kryspin Kras

02/06/2024

Razem z Brass: Birmingham na sklepowe półki, dzięki wydawnictwu Rebel, wrócił pierwowzór top 1 BGG – Brass: Lancashire. Ten starszy, oryginalny Brass zdaje się obecnie być trochę zapomniany i zepchnięty na boczny tor przez nową odsłonę.

W tym tekście przyjrzymy się poszczególnym składowym Brass: Lancashire i sprawdzimy, czy staruszek nadal bawi. Nie da się ukryć, że oba Brassy łączy wiele wspólnego, dlatego postaram się na końcu artykułu odpowiedzieć na ważne pytanie: Czy lepiej posiadać w kolekcji Brass: Lancashire, czy Brass: Birmingham?

Zawartość gry
Brass: Lancashire

Brass: Lancashire zapakowany jest w eleganckie pudełko o zadziwiająca małej wysokości, zważywszy na ilość komponentów, jakie w sobie mieści.

W środku kartonu znajdziemy naprawdę dobrze wykonane zatrzęsienie elementów, w skład których wchodzą m.in. wszelkie budynki i połączenia w kolorach graczy, kafle zamorskiego rynku bawełny, sporo monet w trzech różnych nominałach,  kartonowe planszetki, karty miast i zakładów, drewniane kostki węgla, żelaza, punktów i dochodu graczy.

Każdy komponent wykonany jest ze starannością. Ogromnym plusem Brass: Lancashire jest jej warstwa wizualna – karty miast i zakładów, choć mają stosunkowo małą różnorodność, tak grafiki są naprawdę wysokiej jakości. Podobnie wygląda sprawa z dwustronną planszą gry, planszetkami graczy, generalnie wszystkim, co ma na sobie jakieś grafiki. Całość zaprezentowana jest niezwykle estetycznie i klimatycznie i człowiek natychmiast przenosi się do czasów rewolucji przemysłowej i przy każdym wdechu powietrza czuje, jak mieli w zębach drobinki węgla unoszące się na wietrze. Znakomita sprawa, mało która gra w mojej kolekcji jest wykonana tak dobrze.

Na spory minus zaliczę jednak planszetki graczy. Nie wiem, czy to kaprys mojego egzemplarza, czy może jakiś większy problem, ale niestety są one mocno wygięte, co potrafi przeszkadzać w rozgrywce. Nie pomogło ani leżenie parę dni pod sporym ciężarem, ani odginanie w drugą stronę – banan jak był, tak jest i ani myśli zniknąć…

Druga rzecz, jaka mi średnio pasuje, to nominały monet: 1, 5, 15 funtów. Na papierze nie wygląda to źle, ale zważywszy na to, że w grze ciągle za coś płacimy, a ceny ustawione są tak, że nie sposób płacić okrągłe kwoty, to cały czas musimy te pieniądze rozmieniać, wymieniać. A wystarczyłoby dać garść monet o nominale 3 funtów.

Skrót zasad gry
Brass: Lancashire

Wbrew pozorom, Brass: Lancashire nie jest grą przesadnię skomplikowaną. W zrozumieniu zasad pomaga świetnie napisana instrukcja dokładnie wyjaśniająca wszystkie poszczególne akcje.

W swojej turze gracz wykonuje dwie akcje, a każda poprzedzona jest odrzuceniem jednej karty. Akcje są bardzo proste: położenie połączenia wychodzącego z istniejącej sieci gracza; budowa zakładu; sprzedaż dóbr; wzięcie pożyczki; rozwinięcie swoich zakładów. Każda z tych akcji oczywiście niesie za sobą konkretne konsekwencje, jednak nie będziemy się tu na nich skupiać.

Istotne jest to, że ZAWSZE musimy zagrać kartę z ręki, ale tylko w przypadku akcji budowy ma znaczenie, jaką kartę odrzucimy. Musimy więc tak zarządzać swoją ręką, by zachowywać te najcenniejsze karty do budowy, a resztę wykorzystywać do pozostałych celów. Dlaczego karty mają znaczenie w tej akcji? Odrzucając kartę konkretnego zakładu, możemy w mieście, które należy do naszej sieci (czyli albo przylega do naszego połączenia, albo mamy w nim już swój budynek) postawić wskazany zakład. Zagrywając jednak kartę konkretnego miasta, możemy w tym mieście postawić dowolny, możliwy do zbudowania zakład, tworząc nową sieć.

Kolejnym konceptem, o którym gracze muszą pamiętać, to koszt w węglu i/lub żelazie, jaki musimy czasem ponieść, stawiając nowy zakład. Żelazo możemy pobrać z dowolnego miejsca na planszy od dowolnego gracza, ewentualnie zakupić go z marketu. Węgiel natomiast musi być w jakikolwiek sposób połączony z docelowym miejscem budowy czy to budynku, czy połączenia kolejowego (w erze kolei, drugiej połowie gry). Tu tkwi piękno Brassa. Jeden gracz może celowo pójść mocno w produkcje węgla, by inni gracze korzystali z jego zasobów, dając mu punkty. Inny gracz może postawić sporo portów, odcinając innych od postawienia swoich, zmuszając pozostałych do korzystania z jego. Brass: Lancashire pełne jest interakcji między graczami, zarówno tej pozytywnej, jak i negatywnej. Cały czas trzeba bacznie obserwować poczynania innych graczy, obmyślać strategie na bieżąco i dostosowywać swoje plany.

Grę wygrywa oczywiście gracz, który zdobędzie najwięcej punktów na koniec gry, a ten następuje po dwukrotnym zagraniu wszystkich kart z talii.

Skalowalność i regrywalność
Brass: Lancashire

Skalowalność

Brass: Lancashire zważywszy na swój charakter i interakcje między graczami zdecydowanie najlepiej działa na 3 lub 4 przedsiębiorców. Na mapie wówczas dzieje się sporo i trudno o spokojne budowanie swojego imperium gdzieś z boku planszy. Niemniej jednak gra ma dobrze zaprojektowany system skalowania, gdzie w zależności od liczby graczy, z talii wyciągamy konkretne karty zakładów i miast. Te drugie są o tyle istotne, że wyrzucając konkretne miasta z talii, de facto zmniejszamy sobie rozmiar mapy w relacji do liczby graczy biorących udział w rozgrywce. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by w dalszym ciągu budować w tych “niedostępnych” miastach zagrywając karty zakładów, uprzednio stawiając połączenia do tych konkretnych miast. W standardowej rozgrywce dwuosobowej dodatkowym utrudnieniem jest usunięcie wszystkich kart przędzalni z talii (a jest to główne źródło punktów w grze), co dodatkowo wymusza na grających nowe podejście do rozgrywki i jeszcze lepsze planowanie swoich ruchów.

Bardzo interesującym akcentem w grze jest druga strona planszy. Jest to okrojona o kilka miast i połączeń, dedykowana dla dwóch graczy mapa stworzona przez fanów oryginalnego Brassa wydanego przed wieloma laty. Grając na tej stronie planszy, przygotowujemy również w inny sposób talię do gry. Wielkie brawa dla oryginalnego wydawcy za zamieszczenia tego wariantu (i dorzucenie też innych, klasycznych, znanych z pierwszego wydania gry z 2007 roku). Jak sami napisali w instrukcji:

Aktualne zasady gry sprawiają, że ten 2-osobowy wariant opracowany przez graczy nie jest potrzebny, zamieszczamy go jednak w instrukcji, aby podkreślić jego wartość w historii gry.

Regrywalność

Nie ma jednego sposobu na wygraną w Brass: Lancashire. Gra za każdym razem wygląda inaczej ze względu na karty, jakie dobieramy na rękę, jak i z powodu samych grających. Nie spotkałem się z sytuacją, żeby dwie rozgrywki w Brassa były do siebie podobne, bo zawsze ktoś ma inne plany, często dyktowane właśnie przez karty i sytuację na planszy. Regrywalność jest ogromna i każda rozgrywka sprawia frajdę.

Wrażenia z rozgrywek w
Brass: Lancashire

Brass: Lancashire to sprytna gra strategiczna, gdzie pod przykrywką prostych zasad schowana jest olbrzymia głębia. Każda decyzja, każdy funt wydany w swojej turze niosą za sobą poważne rezultaty. Przez to jednak Brass nie wybacza błędów i w bardzo prosty sposób możemy tu zwyczajnie skreślić swoje szanse na sukces bardzo szybko w czasie gry. Kilka złych podjętych decyzji i pozostaje nam jedynie ciągnąć rozgrywkę do końca, starając się choć trochę podreperować swoje przedsiębiorstwa.

Kiedy jednak do stołu usiądzie grupka wyjadaczy, Brass: Lancashire to czysta, kartonowa przyjemność na stole. Tak, czasem zdarzy się chwilowy paraliż analityczny. Tak, bywa, że zły dociąg kart nam pokrzyżuje plany. Tak, zamorski rynek bawełny to najsłabszy element gry i wprowadza niepotrzebną dawkę losowości. Ale czy to sprawia, że Brass: Lancashire to zła gra? Absolutnie nie. Jest to fenomenalny kawał solidnego, staroszkolnego euro zaprezentowanego w nowoczesnej oprawie graficznej. Produkt stworzony z miłości do klasyki, szanowania swoich fanów i dziedzictwa, jakie niesie za sobą Brass.

Brass: Lancashire czy Brass: Birmingham

Brass: Lancashire traktowany jest trochę jako “ten gorszy Brass“. Brass: Birmingham wydany wiele lat po premierze oryginału faktycznie zdaje się naprawić sporo z problemów, jakie miał pierwowzór. Pozbyto się losowego zamorskiego handlu bawełną. Mapa sprawia wrażenie większej, jest na niej luźniej. Wygładzenie niektórych zasad i wprowadzenie kilku zmian sprawia, że Birmingham bardziej skłonny jest wybaczać błędy w czasie rozgrywki. Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, który Brass jest lepszy.

W moim odczuciu Brass: Lancashire zdecydowanie lepiej działa na dwie osoby, zarówno w klasycznym, fanowskim trybie, jak i współczesnym przygotowanym przez autorów gry. Jest to gra ciaśniejsza, gdzie dużo łatwiej o pomyłkę, ale zaliczam to na plus. Chyba zaczynam dojrzewać jako gracz euro i doceniam takie gry. Z drugiej strony mamy ten nieszczęsny zamorski rynek i losowość, jaką wprowadza…

Brass: Birmingham jest faktycznie udoskonaleniem Lancashire. Oszlifowanym diamentem, ale który ma też kilka skaz. Tutaj średnio mi pasuje koncept piwa, który wymagany jest do sprzedaży i stawiania połączeń, karty jokerów uważam za zbędny dodatek (w Lancashire wystarczyło zagrać dwie dowolne karty, poświęcając jedną z dwóch akcji, by postawić cokolwiek, gdziekolwiek). Brakuje tu też dedykowanej planszy na dwóch graczy, ale zamiast tego mamy dwustronne planszetki i planszę gry, z dzienną i nocną stroną…

Obie te gry, pomimo kilku wad, są w moim odczuciu doskonałe. Nie ma tu jednoznacznego, dla mnie, zwycięzcy, bo obie gry błyszczą i bawią na swój sposób. Nieważne, czy będziecie mieli w swojej kolekcji Brass: Lancashire, czy Brass: Birmingham. I jedno i drugie da Wam olbrzymią frajdę z gry. Nie widzę też problemu, by mieć obie części na półce. Te gry, pomimo wielu podobieństw, różnią się na tyle mocno w swoich kluczowych aspektach, że bez problemu można je ugościć na wspólnym regale. Zwłaszcza że oba pudełka wspólnie zajmą tyle miejsca, co jedna standardowych rozmiarów gra planszowa.

Podsumowanie Brass: Lancashire

Brass: Lancashire to fenomenalna gra planszowa, która pomimo naprawdę wielu lat na karku (gra oryginalnie zadebiutowała w 2007 roku!) nadal daje ogromną frajdę. Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych gier, w jakie przyszło mi zagrać i razem z Brass: Birmingham stanowią absolutną topkę gier euro.

Plusy
Kompaktowość pudełka
Dobra jakość i wykonanie
Proste akcje
Oprawa wizualna
Wiele dróg do zwycięstwa
Dużo interakcji między graczami
Minusy
Wygięte planszetki
Losowość zamorskiego rynku bawełny
Skłonna do paraliżu analitycznego
Nie wybacza błędów (ale to może być dla niektórych plus)

Dziękujemy Wydawnictwu Rebel  za przekazanie egzemplarza do recenzji! Zerknij na ofertę w naszym lokalnym sklepie partnerskim Aleplanszówki!

Komentarze

Podobne wpisy GE3Ka

Smoki z głębin to abstrakcyjna gra rodzinna. Naszym zadaniem będzie układanie smoków na planszy, usuwanie znaczników piratów oraz kontrola Morskich Królestw.

Bonsai to najnowszy abstrakt od FoxGames. Sprawdźmy, czy hodowanie kartonowego drzewka relaksuje tak samo jak dbanie o prawdziwą zminiaturyzowaną roślinę!