Slajd powitalny

Skąd przybywasz i cóż Cię niesie? Usiądź z nami przy kominku i opowiedz swoją historię!
Weź udział w naszych grach i zabawach, a może zechcesz zostać z nami na dłużej 😉

Na GE3K Events dla każdego znajdzie się miejsce!

Skąd przybywasz i cóż Cię niesie? Usiądź z nami przy kominku i opowiedz swoją historię!
Weź udział w naszych grach i zabawach, a może zechcesz zostać z nami na dłużej 😉
Na GE3K Events dla każdego znajdzie się miejsce!

Recenzja: Blask — Kości i Mrok
Przeczytaj najnowszy wpis GE3Ka
Recenzja: Blask — Kości i Mrok

Najnowsza recenzja do poczytania 😉

Aleplanszówki
Polecamy jeden z najlepszych
sklepów internetowych dla geeków.
poprzedni slajd
następny slajd

Recenzja: Challengers: Drużyna marzeń!

Katrzyna Olech

06/03/2023

Klaun u boku Wieloryba, czy też Kosmici walczący ramię w ramię z Wilkołakiem i Gumową kaczuszką – nic nie jest niemożliwe w Challengers: Drużyna marzeń!

W Challengers gracze rozgrywają turniej składający się z 7 meczów i wielkiego finału! Mecze to pojedynki jeden na jeden. Wszyscy uczestnicy zajmują miejsce przy odpowiedniej macie i starają się za pomocą zdobytych kart przechwycić flagę od przeciwnika własnymi deckami. Wszystkie mecze odbywają się jednocześnie. Przed pojedynkami gracze mogą zmieniać swoje talie poprzez dodawanie lub usuwanie kart, w celu znalezienia najlepszego połączenia między nimi.

Jeśli jesteście ciekawi, jak rozegrać turniej mając jeden egzemplarz gry lub jak Szkieletor może współpracować z Łodzią podwodną, zapraszam do recenzji gry Challengers: Drużyna marzeń!

Autor: Johannes Krenner, Markus Slawitscheck
Liczba graczy
: 1-8
Czas rozgrywki: 30-60 min.
Wiek: 8+
Wydawca: Rebel
Mechanika: deck construction, deck building, turniej
SCD: 179 zł 

Zobacz Challengers na stronie wydawcy!
Porównaj ceny na stronie Planszeo!

Co znajdziemy w środku?

W pudełku gry Challengers: Drużyna marzeń znajdziemy bardzo dużo porządnie wykonanych elementów:

  • 4 maty w różnych kolorach,
  • 4 żetony flag,
  • 40 żetonów kibiców,
  • 28 żetonów trofeów,
  • 3 tacki na karty
oraz to, co w tej grze jest najważniejsze, czyli aż 336 kart, w tym:
  • 8 talii startowych (po 6 kart w talii),
  • talia Robotów (19 kart),
  • talii miasta (20 kart),
  • 9 kart planów turnieju,
  • 6 dodatkowych talii (po 40 kart w każdej z nich).
W Challengers: Drużyna marzeń gracze będą walczyli o przechwycenie flagi, stąd nie mogło zabraknąć żetonów symbolizujących flagę oraz trofeów, które otrzymujemy po wygranym meczu. Przy jednej macie ściera się dwóch przeciwników. Jeden zajmuje stronę z jasnym symbolem, drugi z ciemnym. Na kartach planów zawsze będziemy mieli rozpisane, przy której macie i po której jej stronie usiąść – jest to niezwykle sprytnie pomyślane. W zależności od liczby graczy, mamy odpowiednio przygotowany plan turnieju. Karty są standardowej jakości, nie mam do nich zarzutów. Kolejnym plusem wykonania (poza matami) są tacki na karty z oznaczeniem kategorii, do której należą. Nie wyobrażam sobie, ile trwałby set up, gdyby ich zabrakło. Poza wymienionymi elementami w pudełku znajdziecie również instrukcję, która pomimo tego, że krótka, to nie jest najprościej napisana. Jednak na szczęście pomyślano również o dodaniu przykładowej rozgrywki, która wyjaśnia większość niedopowiedzeń instrukcji.

Skrócone zasady gry Challengers

W Challengers: Drużyna marzeń można grać od 1 do 8 graczy. Rozgrywki solo, dwuosobowa, z nieparzystą i parzystą liczbą graczy różnią się między sobą nieznacznie.

W każdej rozgrywce gracze wybierają talię początkową i jeszcze przed rozpoczęciem pierwszego starcia mogą wzbogacić ją o dwie karty z talii A (cięgnie się pięć kart, z których wybiera się dwie). W późniejszych etapach rozgrywki, uczestnicy turnieju będą mogli dobierać karty z silniejszych talii B i C. Gracze przed każdym pojedynkiem mogą zmieniać swoje talie, poprzez dodawanie lub usuwanie kart. Gdy wszyscy gracze zbudują swoje talie, powinni zająć odpowiednie miejsce zgodnie z kartą planu turnieju.

Każdy z graczy będzie miał przed sobą jednego przeciwnika, rozpoczynają oni pojedynek 1 vs 1. Wszyscy grają jednocześnie. Potasowane talie graczy trzymane są w pobliżu maty rewersem do góry. W trakcie tury gracz odsłania wierzchnią kartę z talii i porównuje jej wartość z wartością karty u przeciwnika. Gdy jest ona równa bądź wyższa, przejmuje żeton flagi. Przeciwnik musi odłożyć wszystkie swoje karty na ławkę, zaś gdy wartość zagranej karty jest niższa, gracz atakujący musi dociągnąć kolejną kartę z wierzchu talii i zsumować wartość wszystkich kart zagranych w tej turze. Powtarza tę czynność, aż dorówna lub przebije wartość karty przeciwnika. Po przejęciu flagi przeciwnik przechodzi do ataku i teraz to on odsłania wierzchnie karty.

Gdy w momencie ataku zostało zagranych kilka kart, to przy obronie składają się one w jeden stos, z ostatnią zagraną kartą na wierzchu. Kolejny gracz atakujący musi wyrównać lub przebić liczbę tylko tej wierzchniej karty. Większość kart dobieranych z talii A, B oraz C mają różne umiejętności. Należy je uwzględniać podczas bitew o flagę.

Mecz kończy się porażką, gdy gracz musi dołożyć kartę na ławkę, a zabrakło na niej miejsca (6 miejsc) lub gdy wyczerpie się talia i gracz nie zdołał odbić flagi. Zwycięzca pojedynku zdobywa żeton trofeum odpowiadający danej rundzie. Po siódmej rundzie gracze podliczają swoje punkty (kibiców). Dwóch graczy, którzy zdobyli najwięcej kibiców stają do wielkiego finału! Zwycięzca wyrywa całą rozgrywkę!

Challengers: Drużyna marzeń posiada również tryb solo, w którym gracz mierzy się z talią Robotów. Gdy do gry przystąpimy w nieparzystą liczbę graczy, również musimy skorzystać z talii Robota i wykonywać za niego wszystkie ruchy.

Skalowalność i regrywalność

Skalowalność
Gra Challengers: Drużyna marzeń posiada wiele wariantów osobowych. Rozgrywki możemy zacząć już od jednego i aż do ośmiu osób. Gra solo jest o tyle ciekawa, że talia Robotów może być na kilku poziomach trudności. Sami decydujemy, z którymi kartami chcemy się zmierzyć. Jednak nie jest to moja ulubiona wersja rozgrywki. Zarówno przy grze solo, jak i w nieparzystym składzie obsługiwanie tali Robotów jest miejscami uporczywe. Challengers zyskuje przy większej liczbie graczy. Cztery osoby to minimalne grono, przy którym bym siadała do gry. Jednak najbardziej polecam grę na sześć i osiem osób. W tym składzie można mieć poczucie brania udziału w pełnoprawnym turnieju.

Regrywalność
Uważam, że regrywalność w Challengers: Drużyna marzeń jest ogromna. Sześć talii dodatkowych po 40 kart w każdej robi swoje. Pomimo tych samych talii początkowych gracze są zmuszeni iść w różnych kierunkach rozwoju swojej talii. Przy każdym dociągu z talii A, B i C wybierzemy coś innego. Chyba niemożliwe jest tworzyć na okrągło talię z tych samych zestawów kart (mi przynajmniej się to nie udało). Po kilku rozgrywkach miałam kilka ulubionych kart które, gdy widziałam, to chciałam je wziąć do talii, jednak z rozwojem gry inne karty z wybranej talii przestały mi się pokazywać, więc zmuszona byłam pójść w inny typ kart. Możliwe, że przy częstym graniu będziemy mieli swoich faworytów w kartach i będziemy uparcie powtarzać te same decki. Jednak myślę, że przypadki takich graczy będą nieliczne, a pozostali będą mogli cieszyć się odkrywaniem coraz to innych kombinacji między kartami!

Wrażenia z rozgrywki

Challengers: Drużyna marzeń przyciąga już od pierwszego wejrzenia swoją okładką. Kilkukrotnie słyszałam zachwyty i wyraźne zaciekawienie tym tytułem, po tym, jak znajomi zobaczyli tylko okładkę. Zapewne ciekawi ich, co może łączyć czarodziejów, kościotrupy, dinozaury, kosmitów i gumową kaczuszkę? Do tego, całość zachowana jest w krzykliwych kolorach i sprawia wrażenie bardzo dynamicznej gry.

Szybkość rozgrywki jest niebywale plusem Challengers, czy zagramy w dwuosobowym składzie, czy ośmioosobowym, rozgrywka trwa prawie tyle samo czasu. Możemy stracić minuty jedynie na zmianę miejsc między meczami lub dłuższym zastanawianiu się nad wyborem kart. Kolejną zaletą gry jest porządne wykonanie. Przy tak dużej liczbie kart, nie zaoszczędzono i postarano się o standardową jakość kart. Ilustracje na nich są różnorodne i spójne ze sobą. Jak dla mnie nie wyróżniają się niczym szczególnym, ale też w moim odczuciu nie muszą. Zostając przy wykonaniu, nie można nie wspomnieć o kolorowych matach. Te robią furorę od razu po wyciągnięciu na stół. Świetne są również podstawki na karty. Dzięki nim utrzymany jest porządek podczas gry. Każdy z graczy widzi, gdzie znajduje się odpowiednia talia oraz ma miejsce na odrzucone karty, co jest niesamowicie przydane podczas rozgrywek, zwłaszcza tych w większym gronie.

Co do samej rozgrywki w Challengers: Drużyna marzeń jest to festiwal losowość. Przed każdym meczem wybieramy dwie karty z pięciu dobranych losowo i tu pojawia się nasza, prawie jedyna, świadomie podjęta decyzja w grze. Zdarzyć się może, że karty wybitnie nie podejdą. Istnieje wtedy możliwość odrzucenia kart i dobrania kolejnych pięciu. Można to zrobić wyłącznie raz na turę. Jednak po moich rozgrywkach zauważyłam, że czasem nam podejdą karty, a czasem jesteśmy zmuszenie wziąć coś z innego typu, niż byśmy chcieli. Kolejna dawka decyzyjności jest przy zmianie własnych talii przed meczem. Możemy usunąć słabsze karty z talii początkowej lub te, które nie pasują nam do innych dobranych, lecz po potasowaniu gotowej talii odkrywamy z niej pojedynczo wierzchnie karty, znów nie mając wpływu na to, co się tam znajduje 🙁. Istnieje kilka kart, które mają możliwość manipulacji kolejnością kart, coś możemy dać na dół talii, coś na górę. To chyba jedyny sposób na jakąkolwiek kontrolę dociągniętych kart, ale tu znowu musimy liczyć się z tym, że takie karty mogą nam nie podejść lub gdy już je zagramy, mogą trafić na nie odpowiedni moment i nie przyniosą zamierzonego efektu 🙁. Kolejna niesprawiedliwa i losowa rzecz znajduje się na żetonach trofeów. Nie rozumiem, dlaczego trofeum zdobyte po tej samej rundzie gry, z tym samym numerem, daje różną liczbę kibiców, czyli punktów. Dwóch graczy grających całkiem wyrównanie, może mieć kompletnie różną liczbę punktów za sprawą przypadku.

Challengers: Drużyna marzeń ma swoje dobre momenty, jednak całą rozgrywkę trzeba potraktować na luzie. Czasem udziela się duch rywalizacji i wczuwamy się w postacie. Czekamy na naszą najwyższą kartę lub z zaciekawieniem czytamy, co za deck skonstruował nasz przeciwnik. Całość wyróżnia się na tle innych karcianek. Posiadając jedno pudełko Challengers, jesteśmy w stanie zrobić pełnoprawny turniej aż na osiem osób. Wydaje mi się, że ta gra sprawdzi się jako alternatywa dla typowych i już ogranych imprezówek. Nie jest ona tak banalna, wymaga pewnej umiejętności dobrego łączenia ze sobą kart, ale też nie jest trudna w zasadach, ani czasochłonna. Towarzyszy jej humorystyczna oprawa graficzna i duża doza losowości. Kolejną grupą odbiorców Challengers mogą być dzieci, którym chcemy przedstawić świat decbuilderów. Omawiany tytuł będzie idealnym wprowadzeniem. Dodatkowo możemy zapoznać ich ze zdrową, turniejową rywalizacją 🙂.

Podsumowanie gry Challengers

Challengers: Drużyna marzeń to gra odpowiednia dla graczy początkujących lub tych, którzy mają ochotę na luźną, humorystyczną grę. Tytuł jest o wiele głębszy niż klasyczne imprezówki, lecz w mojej opinii równie dobrze może być wyciągnięty na stół przy okazji towarzyskiego spotkania w większym gronie. Challengers także świetnie sprawdzi się do wprowadzenia młodszych graczy i zapoznania ich z mechanikami deck building i deck construction. Może to być ciekawa alternatywa dla innych gier turniejowych.

Uprzedzam, że doświadczeni gracze mogą być porażeni dawką losowości w omawianym tytule. Dlatego też, podchodząc do rozgrywki w Challengers: Drużyna marzeń muszą mieć to na uwadze i potraktować grę z przymrużeniem oka 😉

Plusy
Dobra jakość komponentów.
Proste zasady. Dynamiczna rozgrywka.
Gra od 1 do 8 graczy.
Ciekawa mechanika rozgrywania turnieju.
Podobny czas gry w różnym składzie osobowym.
Minusy
Ogromna losowość
W grze podejmuje się bardzo mało decyzji
Wysoka cena jak na tego typu grę
3/10

Ocena: 3/10

Dziękujemy Wydawnictwu Rebel  za przekazanie egzemplarza do recenzji!
Porównaj oferty i dowiedz się więcej  o grze w serwisie Planszeo.

Komentarze

Podobne wpisy GE3Ka

Blask wprowadza świeże spojrzenie dzięki mrocznej estetyce. Czy gra utrzymuje wysoki poziom, zarówno pod względem rozgrywki, jak i swojego mrocznego designu?

Duwosobowych gier karcianych nigdy dość! Tym razem bierzemy na tapet grę Dracula vs Van Helsing, zainspirowaną klasyczną XIX wieczną powieścią. Zapraszamy!